Strict Standards: Non-static method utf_normalizer::nfc() should not be called statically in /home/www/vhosts/tarotnet.pl/httpdocs/forum2/includes/utf/utf_tools.php on line 1804 Tarotnet - Forum Dyskusyjne :: TOKSYCZNI LUDZIE : Całkiem serio
Tarotnet - Forum Dyskusyjne
http://tarotnet.pl/forum2/

TOKSYCZNI LUDZIE
http://tarotnet.pl/forum2/viewtopic.php?f=80&t=3380
Strona 1 z 1

Autor:  Kinga [ 22 sie 2013 19:54 ]
Tytuł:  TOKSYCZNI LUDZIE

Tak mnie natchnęło, skoro istnieje tu kącik psychologii...

Każdy z nas prędzej czy później ma to wątpliwe szczęście zetknąć się z jakimś dołującym, wkurzającym albo tak ogólnie mówiąc, szarpiącym emocje obywatelem. Są książki o tym, jak sobie radzić w różnych sytuacjach, ale może fajnie będzie poszukać wspólnie sprawdzonych metod i podzielić się doświadczeniami.

Ja akurat mam niestety toksycznego wspólnika. To jest tak uroczy typ, że często po trzech minutach konwersacji mam ochotę grzmotnąć telefonem o ścianę. :hehehe:

Cała toksyczność przejawia się tym, że ma napady krytykanctwa. Jest wtedy straszliwie napastliwy, agresywny. Oskarża, atakuje jak tylko się da, krytykuje, wścieka się o wszystko, odsądza od czci i wiary, peroruje o moich rozlicznych wadach prawdziwych i nieprawdziwych, błędach popełnionych i niepopełnionych. Ta, jak już nie ma czego się czepić, posuwa się do krytykowania i osądzania za coś, co jego zdaniem bym zrobiła w sytuacji zupełnie teoretycznej. :glupi: Taki jasnowidz z niego!

Z każdej najmniejszej pierdoły robi problem o światowym znaczeniu. Nie istnieje coś takiego jak sprawa nieistotna, którą można załatwić raz dwa bez roztrząsania i ględzenia, albo po prostu olać. A najgorsze jest, że kiedy już znajdzie taką pierdołę, zawsze stara się dowieść, że w jakiś sposób to moja wina. Gdy nie da się tak wprost mnie oskarżyć, nawija o sytuacji zaczepnym i podniesionym głosem, zupełnie jakby właśnie mnie opieprzał...
Zaiste, od pewnego czasu gdy dzwoni od razu się spinam, mówię sobie "o nieeee...." albo "co tym razem...?"

Kilka razy zdarzyło mi się nie wytrzymać nerwowo i się rozłączyć, ale to jest tylko strzał w kolano. On dostaje wówczas do rąk nowy powód do oskarżeń i fala krytyki się podwaja: słyszę żem taka i owaka, nie da się ze mną rozmawiać jak z normalnym człowiekiem, bo się rozłączam i blablablabla.... :grrr:

Kiedy już zachowuje się w ten sposób wchodzenie z nim w dyskusję absolutnie nie ma sensu. Książkowe rady z cyklu "powiedz jak się czujesz" wywołują efekt taki, że zawsze znajdzie doskonały sposób by mi "udowodnić" że zasłużyłam na wszystko co powiedział i że przecież zawsze ma rację. Jeśli się już zdenerwuję i go ochrzaniam za cały ten syf, możemy wrzeszczeć do zdarcia gardeł - on jest wtedy w swoim żywiole.

Generalnie nie jest zły z charakteru, tylko powiedziałabym, że o patologicznie niskim poziomie świadomości interpersonalnej. Nie rozumie zasad komunikacji i za stary jest, żeby się ich uczyć.
Interesujące, że w stosunku do obcych ludzi i zwykłych znajomych jest przyjazny, sympatyczny, wręcz dusza człowiek. Tę wściekłą mordę napastliwego krytyka zarezerwował dla tych, którzy są z nim w najbliższych relacjach i jakiegoś typu współzależnościach.

Nie bardzo wiem jak sobie z nim radzić. :ups: Z całą pewnością muszę nie dawać mu się sprowokować.

Czasami (kiedy jest rozmowa przez telefon) wyobrażam sobie, że jestem pracownikiem call center w jakiejś telekomunikacji. Wiecie, panie tam są miłe, mówią powoli, spokojnie i uprzejmie, bez względu na to jak chamski jest klient po drugiej stronie. Dla opornych (nie zważając na wściekłe ryki) czasem po sto razy wygłaszają tę samą kwestię tak jakby grały w pomidora.
Klient: Czemu internet nie działa???
Pani: Dzień dobry. Proszę zrestartować modem, kliknąć przycisk który znajduje się na tylnej obudowie, a następnie włączyć komputer i po załadowaniu systemu uruchomić aplikację TwójInternet.
Klient: Ale internet i tak mi proszępani niedziałaaaa!!!! Czemu?????
Pani: Proszę zrestartować modem, kliknąć przycisk który znajduje się na tylnej obudowie, a następnie włączyć komputer i po załadowaniu systemu uruchomić aplikację TwójInternet.
I tak do usioru.
%D %D %D

Autor:  basiunia53 [ 26 sie 2013 17:59 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Witam serdecznie :usmiechniety: - też tak miałam już na dzień dobry był okrzan . Poprostu zacisnęłam zęby i do przodu. Robiłam swoje co do mnie należało i jak to w takich wypadkach bywa zawsze wg niego (czyli mojego prześladowcy - szefa) było źle. Pełna krytyka przyczepiał się do wszystkiego nawet do tego jak oddychałam.
Stworzyłam sobie taką mentalną zasłonę wokół siebie i i prosiłam Panie Boże pomóż
i prosiłam swoich Opiekunów Duchowych o pomoc. Jakoś wytrwałam do końca.
Pozdrawiam życzę wytrwałości :anioł: :*

Autor:  Jolaa [ 28 sie 2013 06:57 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Mało odpowiedzi, myślałby kto, że nikt z użytkowników forum nie spotkał się z toksycznymi ludźmi. :oczko: Albo może są wśród nas i tacy?
Czy mieliby coś ciekawego do powiedzenia?
Kiedy ja z toksycznym szefem, a właściwie z własnymi emocjami, poradziłam sobie poznałam to po tym, że gość zaczął we mnie budzić coraz większą żałość swoją osobą i zażenowanie swoim postępowaniem. Inaczej postrzega sie wtedy taką osobę.
Mi było o tyle łatwiej, że gość 'jedynie' truł i gnębił psychicznie podwładnych: :grrr: %:-E , jednak nikogo nie zwalniał, płacił co trzeba na czas, często znikał w interesach na kilka dni, a wtedy wszyscy oddychali z ulgą.
Aż chciało się pracować i pracowało się lepiej, a więc i wydajniej.
Zauważyłam, że gorzej z toksycznym szefem radziły sobie kobiety, 'jechały' na środkach uspakajających, mężczyznom szło lepiej. Nawet po ostrych 'wejściach' szefa, kiedy ten już znikał gdzieś z horyzontu, przy kawce śmiali się i z niego kpili.
Trzeba brać przykład z tych, którzy potrafią sobie radzić, podpatrzeć jak oni to robią.
Uznałam, że jestem od jego reakcji uzależniona emocjonalnie. Więc krok po kroku zaczęłam się odcinać od jego emocji w każdej sytuacji, także wtedy gdy był bardziej wyrozumiały i miły, a zdarzyło się tak, kiedy poznał kolejną kobietę swojego życia, gość szalał wtedy ze szczęścia. Nie dałam się zwodzić jego sympatyczniejszym wizerunkiem, nie ruszało mnie to, odcinałam się. W przeciwieństwie do niektórych koleżanek rozpływających się nad jego cudownie uleczoną osobowością, choć zapewne wiedziały, że to chwilowe.
Skupiałam się więc na konkretach, czyli obowiązkach służbowych. Jeśli zrobiłam coś nie tak, nie ukrywałam tego, przeciwnie od razu do niego leciałam mówiąc: no niestety, ale... Oczywiście jedynie wtedy, kiedy i tak by wyszło, czyli nie dałoby się załatwić inaczej niż bez jego decyzji :hehehe: .
W jakimś tam momencie przestała mi przeszkadzać jego obecność. Mam też takie spostrzeżenie, że kiedy nie dochodzi do eskalacji takich zachowań, czyli utrzymują się na stałym poziomie, to sytuacja po prostu zaczyna nużyć w dłuższym okresie czasu i nadchodzi jakieś naturalne zobojętnienie.
Myślę, że nie ma toksycznych relacji bez uzależnienia emocjonalnego, to jest źródło problemu, które może być pochodną lęku o pracę.
Zapewne jeszcze trudniej jest, kiedy taki osobnik zaczyna przekraczać granice nietykalności cielesnej.
Tak, czy siak to patologia.

Autor:  Equinoxe [ 28 sie 2013 09:26 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Wokół mnie są ( także zawsze byli ) wyłącznie toksyczni ludzie ( łącznie z rodziną ), więc .... co ja ma pisać ...?
Dla mnie to nic szczególnego, szkoda gadać ....

Autor:  Jolaa [ 28 sie 2013 10:49 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Spójrz na to inaczej - po prostu los obdarzył Cię wieloma możliwościami rozwoju duchowego :D.
To oczywiście żart, jednak wielu naprawdę tak rozumuje.
Toksyczni ludzie byli i będą. Tylko dlaczego akurat my musimy na nich natrafiać :DD .
Siła spokoju...
:roll:

Autor:  Kinga [ 29 sie 2013 01:42 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Ustawiłam sobie w telefonie nowy dzwonek na wspólnika. Poprzedni totalnie mi obrzydził, ten pasuje idealnie. :hehehe: :hehehe: :hehehe:



Mała satysfakcja. %D %D

Wspólnik przez całe życie był szefem, teraz nim nie jest (a już w żadnym razie dla mnie) acz pochrzaniona mentalność mu została. Współczuję ludziom, którzy kiedyś byli jego podwładnymi... dopiero musiał być terror!


Jolaa pisze:
Mam też takie spostrzeżenie, że kiedy nie dochodzi do eskalacji takich zachowań, czyli utrzymują się na stałym poziomie, to sytuacja po prostu zaczyna nużyć w dłuższym okresie czasu i nadchodzi jakieś naturalne zobojętnienie.


Nooo, pewnie by tak było gdyby on faktycznie stale był psycholem. Niestety to się odbywa w ten sposób, że owszem krytykujący akurat jest zawsze, ale "normalnie" jego uwagi są raczej znośne, czasem z humorem i w ogólnie strawnych dawkach, więc łatwo puszczam je mimo uszu. Już ja wiem, że mogę coś zrobić 500 razy dobrze, ale gdy raz wyjdzie źle na pewno mi o tym powie mając przy tym jakąś satysfakcję. Ach, ten błysk w oku!:D Napad wredności występuje co jakiś czas. Wtedy już tak daje do wiwatu, że nie da się tego zignorować. To już nie jest takie tam wytykanie drobnych rzeczy, tylko regularna wojna, ciągłe utyskiwania i awantury z byle powodu. W takich chwilach wszystko jest dla niego nie tak.

Mam nieodparte wrażenie, że taki sposób funkcjonowania (krytykowanie) w ogóle pochodzi z niskiego poczucia własnej wartości. Działa na tej zasadzie, że krytykując kogoś nawet za drobiazg, czuje się odrobinę mądrzejszy, bo występuje w roli sędzi i autorytetu. Sam bardzo źle znosi sytuacje gdy popełni błąd - gdy coś mu nie wyjdzie i muszę mu to pokazać/powiedzieć reaguje raczej emocjonalnie, widzę, że go to dotyka do żywego. Nawet fizycznie jakby się tak... kurczy.

Drugą ciekawą cechą jest potrzeba kontroli wszystkiego i wszystkich. Prowadzi np. tak zaawansowaną ewidencję wszelkich naszych firmowych historii, że to się w pale nie mieści. Zapisuje wszystko, nawet rzeczy psu na budę potrzebne. Mi nie tylko by się połowy z tego nie chciało robić, a drugą połowę bym jeszcze uprościła... :roll:

Autor:  Jolaa [ 29 sie 2013 09:16 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Tak to jest, trzeba sie uniezależnić także od pozytywnych emocji takiego kogoś. Zauważyłam, że ludzie mający zwis na wiele, czyli tacy, którzy nie są nadreaktywni nie mają takich huśtawek nastroju, bo to one także wykańczają. Podświadomie czeka się na kolejny cios, który oczywiście nadchodzi prędzej lub później.
Z moich osobistych doświadczeń wyciągam wniosek dla siebie taki, że muszę ostrożnie gospodarować własnymi emocjami i nie szafować nimi w nadmiarze wobec innych. Zwłaszcza, jeśli jest się wrażliwym i pełnym empatii.

Cytuj:
Drugą ciekawą cechą jest potrzeba kontroli wszystkiego i wszystkich. Prowadzi np. tak zaawansowaną ewidencję wszelkich naszych firmowych historii, że to się w pale nie mieści. Zapisuje wszystko, nawet rzeczy psu na budę potrzebne. Mi nie tylko by się połowy z tego nie chciało robić, a drugą połowę bym jeszcze uprościła...


Ha ha ha ha tak jest!

Autor:  basiunia53 [ 30 sie 2013 05:53 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Witam serdecznie :usmiechniety: :dobrze: Odnośnie mojego dręczyciela miałam takie powiedzenie - że kto jakim mieczem wojuje od takiego miecza ginie.
Pozdrawiam i życzę udanego oraz co najważniejsze spokojnego dzionka :oczko:

Autor:  Nemo [ 07 wrz 2013 11:47 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Kingo niestety Wam czyli kobietom ciężej sobie radzić z czymś takim, bo od dziecka jesteście wychowywane tak aby być uprzejme i staracie się być dobre dla ludzi, nawet tych którzy na to nie zasługują. Nawiasem mówiąc, mam wrażenie, że w procesie socjalizacji uczy się obie płcie jak przełknąć własną godność i być sprawnym trybikiem w społecznej machinie, a szczęście czy poczucie własnej wartości takiego trybika za przeproszeniem g***no obchodzi społeczeństwo. Mnie od dziecka rodzice uczyli jak sobie radzić w konflikcie i zawsze mnie wspierali np. wzywani do dyrektora szkoły bo pobiłem kilku śmieci którzy obrażali mojego młodszego brata. Ja będąc przygotowany w ten sposób zawsze radziłem sobie z toksycznymi ludźmi odpowiadając eskalacją przemocy psychicznej. Musisz sobie uświadomić, że osoba która krytykuje Ciebie dla przyjemności NIGDY NIE MA RACJI. Jedyną dopuszczalną krytyką jest ta która wynika z troski o Ciebie, zadanie które wspólnie wykonujecie, lub o ludzi za których jesteś/jesteście odpowiedzialni. Każda inna krytyka jest po prostu psychiczną przemoca, a więc znęcaniem się nad Tobą. Na agresję masz prawo odpowiedzieć agresją. Jedyna adekwatna odpowiedź to taka która wyrządza większy ból emocjonalny agresorowi niż on wyrządził Tobie. Pamiętaj, że taka osoba jest psychicznym odpowiednikiem mendy pasożytującjej na ludziach większych od siebie. Jedyną motywacją takiej osoby jest wywyźszenie się ponad Ciebie poprzez werbalne poniżenie Ciebie (tacy ludzie zwykle czują się gorsi od osób które atakują i tylko zgnojenie drugiej osoby wyrównuje ziejącą w ich umyśle przepaść między Tobą a nimi i przywraca im spokój ducha, ponieważ nienawidzą wszystkiego co jest choć trochę lepsze od nich, zamiast inspirować się tym jak robią to ludzie posiadający jakąkolwiek wartość) lub chęć zadania innym ludziom bólu dla własnej satysfakcji. Nie możesz więc dać się zwieść chwilowej poprawie zachowania, taki człowiek nienawidzi Ciebie i pragnie Twojej krzywdy, zadanie mu bólu nie jest więc czymś złym, wprost przeciwnie, robiąc to chronisz siebie i innych, ponieważ taka osoba będzie się znęcać też nad innymi ludźmi, póki Ty go nie skrzywdzisz i nie nauczysz go, że niedoszła ofiara może stać się katem. Ponieważ takie osoby zawsze są tchórzami, będzie się bać atakować Ciebie, a nawet być może trzy razy zastanowi się zanim spróbuje skrzywdzić kogoś innego - uczynisz zatem świat lepszym:). Jak nie masz ochoty na konflikt to chociaż zmień wspólnika, ponieważ jest to osoba którą cieszy Twoje cierpienie i będzie Ciebie zawsze prześladować, oczywiście tylko jak będzie mieć wymówkę, bo taki tchórz nie ma odwagi żeby nawet tylko przed samym sobą przyznać, że jest sadystą i s***synem. Trzymaj się.

PS. Sorry za długie i ciężko czytające się zdania ale ten post popełniłem w afekcie;P.
EDIT: Nawiasem mówiąc, żałożę się, że wyżywa się w ten sposób głownie na kobietach, a na takie zachowania wobec mężczyzn ma odwagę tylko gdy są w jakiś sposób zależni od niego (np. są jego pracownikami). Mam rację?

Autor:  Kinga [ 21 lis 2013 14:21 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Dzięki wszystkim za wsparcie. :usmiechniety:.

Nemo, w sumie prawdopodobnie jest tak jak mówisz, że ten popapraniec zachowuje się chamsko głównie w relacjach z kobietami. Nie przypominam sobie, żeby w mojej obecności czepiał się do jakiegoś faceta - do kobiet owszem! Prawdą jest, że to zakompleksiony człowieczek, który buduje swoje poczucie własnej wartości krytykując innych. Pasożyt na maksa. Drugim elementem pasożytnictwa jest wieczne granie kogoś, kto się poświęca. Naprasza się ze swoimi usługami, chce pomóc bądź życzliwie wyświadczyć przysługę. Często wciska coś na siłę, bez pytania, jak trzeba to i wbrew woli. Potem rzecz jasna mówi jakim jest niedocenionym darczyńcą.
Na początku wydaje się, że to taaaki fajny człowiek, bo uczynny, zawsze można na niego liczyć, nie odmawia pomocy i nawet sam z siebie się stara. A tak naprawdę on oplata niewidzialnymi mackami zależności - potem szantażuje emocjonalnie, że tak się dla ciebie starał i pomagał, a ty niewdzięcznik jesteś. No prawda, postarał się, zrobił coś... i masz poczucie, że ma rację.
Odkąd unikam jego "pomocy" choćby to było durne podwiezienie do domu, on tak jakby traci władzę. :hihihi: Ostatnio jawnie łaskę mi robił, że zajmie się tym, co akurat znajduje się w zakresie jego obowiązków jako wspólnika i za co bierze pieniądze. Ponieważ nie ma już władzy zbudowanej na "przysługach", nie dałam się wkręcić w te gadki i sprowadziłam go na ziemię.

Jak się nad tym zastanawiałam rzeczywiście tak jest, że sama na zbyt dużo pozwalam. Drobne chamstwa olewam i nie robię z tego sprawy, a takie większe wojny wybuchają średnio raz na miesiąc. W praktyce on w jakimś lekkim stopniu narusza moje granice non stop. Naruszenia są zazwyczaj nieduże więc cierpliwie to znoszę - mnie akurat wychowano tak, że z drobnych rzeczy nie robi się afery. Jak coś komuś pożyczę i nie dostaję zwrotu w terminie, to się nie upominam, biorę poprawkę że mógł zapomnieć albo coś. Ktoś nadepnie mi na nogę w autobusie, mówi przepraszam, odpowiadam że nic się nie stało. Szanowny pan wspólnik popełni ważny błąd, to go wcale za to nie besztam i nie wyciągam konsekwencji, bo przecież każdy może się pomylić. I tak dalej...
Z normalnymi ludźmi życzliwość i wyrozumiałość ma sens, ale z tym typem to jednak błędna strategia. Jego chamstwo przecież jest niereformowalne, powtarza się i powtarza, a przez to żyję w ciągłym stresie.

Gdzieś na początku traktowałam kolejne krytkanctwa poważnie i starałam się poprawiać swoje niedociągnięcia, ale to w ogóle nie ma znaczenia co ja robię, bo on i tak się przyczepi. Zrobię coś 99 razy dobrze, przy setnym razie gdzieś będzie nawet drobny błąd i gotowe, ma "powód" żeby mendzić. Nawet wszystko może być dobrze, ale on znajdzie sobie dziurę w całym. Nie mogę być pewna dnia ani godziny kiedy jemu coś się uwidzi.
Kiedy nawet okazuje się, że coś jest z mojej strony ok, nigdy nie powie "aj, no sorry, nie zauważyłem, nie sprawdziłem", tylko strzela focha. :foch:
Taki to charakterek.
Działa tak jak alkoholik, który obwinia bliskich o swoje picie i agresję. Bliscy chodzą jak szwajcarski zegarek, ale alkoholik przecież i tak się napruje, oraz bez względu na to co robią znajdzie jakiś "powód" by się awanturować.


Z niego ludzi już raczej nie będzie. Wytłumaczyć mu niczego się nie da, to rzucanie grochem ścianę. Nie przyjmuje niczego do wiadomości, nie przeprosi, zakrzyczy i na koniec się obrazi.
Ewentualnie po jakiejś takiej rozmowie przez parę dni jest spokój, ale dość szybko wraca do dawnego chamstwa.

Jestem już psychicznie gotowa do tego, by mu podziękować za współpracę. :dobrze:
Przede wszystkim firma jest moja i może funkcjonować bez niego. Wcześniej miał emocjonalną władzę zbudowaną właśnie na tym, że życzliwie coś robił... tak konkretnie na starcie firmy dał towar. Mogło się obyć bez, ale jak to on, po prostu go udostępnił, więc ok, niech będzie.
Część tego się sprzedała i w firmie były "jego" pieniądze. Na tej właśnie podstawie wytwarzał niewidzialną zależność - był darczyńcą, a ja słuchałam ile firma mu zawdzięcza i że on łaskawie wniósł do biznesu ileś tysięcy...
Tak się składa, że parę tygodni temu zażądał wypłacenia pieniędzy. Z samym rozliczeniem postąpił bardzo nie fair, bo tak sobie to sprytnie wyliczył, że ja na tym ani złotówki nie zarobiłam, a 25% które zostawił to nie żaden zysk firmy jak chciał mi wmówić, tylko co najwyżej pokrycie kosztów i podatków. Ponieważ wcześniej grał darczyńcę, a tu nagle krzyczy "moje pieniądze, oddawaj" wkurzyłam się, dostał żądaną kwotę, ale pozostały "jego" towar z hukiem wywaliłam z oferty i nic więcej nie ma prawa się pojawić.
Wtedy byłam wściekła, ale widzę że bardzo dobrze się stało. Ja niczego nie straciłam, firma też nie, a opadły macki którymi wcześniej mnie oplątał. :hehehe:

Autor:  tusia89 [ 25 lis 2013 17:51 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Niestety dla mnie to też nic nowego.
Wiele osób jest tokycznych w moim otoczeniu, Nauczyłam się ich w miarę unikać mimo tych dobrych momentów i wspomnień. To jednak boli.
Trzeba jednak żyć i dbać o swoje zdrowie psychiczne, zaciśnąć zęby i iśc dalej przez życie się spełniać.

Autor:  Teflonik9 [ 19 paź 2014 13:07 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Niestety tacy ludzie zawsze byli, są i będą. Uprzykrzają innym życie, ale należy pamiętać o tym, by próbować się tym nie przejmować, gdyż nadmierne zamartwianie się niemalże zawsze ma negatywne odbicie na zdrowiu człowieka.

Autor:  Zenirell [ 24 mar 2016 09:18 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Sam miałem do czynienia z takimi ludzmi pomógł mi psycholog poznań polecam takie rozwiązanie, jak dla mnie pomogło naprawdę, świetna sprawa:)

Autor:  tomires [ 01 kwie 2016 08:11 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Takim ludziom przydałaby się skuteczna psychoterapia wrocław. Chyba tylko tak można im pomóc.

Autor:  Penegal [ 09 gru 2016 08:46 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

dokładnie od razu przydałby się psycholog poznań któy by im pomógł innego wyjścia nie widzę!

Autor:  Kiesool [ 20 sty 2017 08:17 ]
Tytuł:  Re: TOKSYCZNI LUDZIE

Według mnie takim ludziom pomóc tylko może profesjonalny psycholog warszawa prywatnie , znakomity specjalista, który pewnie ich podejście do życia by zmienił.

Strona 1 z 1 Strefa czasowa UTC+1godz.
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/