Strict Standards: Non-static method utf_normalizer::nfc() should not be called statically in /home/www/vhosts/tarotnet.pl/httpdocs/forum2/includes/utf/utf_tools.php on line 1804 Mięsko - i wszystko jasne : Strefa Ezo

Strefa czasowa UTC+1godz.





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Mięsko - i wszystko jasne
PostZamieszczono: 02 maja 2012 07:00 
Offline
Fan TarotNet
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 mar 2011 07:09
Posty: 366
Też zachęcam Was, choćby na teraz przynajmniej do zmiany poglądu na ten temat.


Tu nasz stary znajomy :)





A tu taki szpec od uświadamiania. To drugie video to już dla cierpliwych i mających czas (trwa to około 1h 10 min.).


_________________
If you want to make God laugh, tell him about your plans
— Woody Allen

Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli – źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii
— Steven Weinberg


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: Mięsko - i wszystko jasne
PostZamieszczono: 02 maja 2012 14:29 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Pytanie (tak na wszelki wypadek) - czy są na sali wegetarianie?

Ja się nie zgadzam z panem Listkiewiczem. Ale po kolei.
Twierdzi, że w innych krajach ludzie nie mają problemu z przejściem na wegetarianizm. Jest to bzdurna generalizacja. Poza tym ociera się o manipulację. W nas Polakach ciągle żyją kompleksy, jakbyśmy byli gorsi od "cywilizowanych narodów". Wystarczy, że ktoś powie "wszystkie inne kraje myślą inaczej", a Polak już nastawia uszu i wychodzi z założenia, że z nami coś jest nie tak, bo inni na pewno są mądrzejsi.
Jeśli pan Listkiewicz swoje dictum zaczyna od odwołania się do narodowych kompleksów, to albo robi to celowo, żeby przekonać słuchacza do dalszych argumentów, albo sam siedzi w tych kompleksach po pachy.

Nie jest prawdą, jakoby "w innych krajach" nigdy nie wydzielano mięsa po kawałeczku, tylko każdy mógł się nim napychać ile chciał. W jakich to innych krajach tak było? Gdzie?
Jak Europa długa i szeroka, tak na przestrzeni wieków 90% populacji nie należącej do elit, mięso jadło w niedzielę i od święta. Na co dzień to była kasza i kartofle, a nie schabowy i śledzik. Dopiero współcześnie wszystkiego jest pod dostatkiem.
Kupowanie mięsa "zza pazuchy" to już czasy wojny i głębokiej komuny, kiedy brakowało wszystkiego. Po papier toaletowy też trzeba było stać w kolejkach...
Z resztą, w czasie wojny nie tylko Polacy mieli ograniczony dostęp do mięsa, w wielu krajach było tak samo, a nawet znacznie gorzej. Mówienie w tym kontekście, jakoby dla Polaka (dla wszystkich innych przecież nie) mięso stało się świętością i relikwią, jest okropną generalizacją i sugerowaniem, po raz kolejny w ciągu niespełna dwóch minut, że my Polacy jesteśmy jacyś dziwni...

"Coś w Polaku siedzi, co mu nie pozwala pogodzić się z myślą, że mógłby pewnego dnia odstawić mięso".
Jaaasne, bo cały świat od dawna żywi się warzywami i nikt nie miał z tym problemu...

Nakaz "nie zabijaj" to kolejne osobliwe wyobrażenie, ale o tym już kiedyś pisałam (http://www.kingacichocka.pl/blog/duchowy-rasizm.html). Nie pojmuję, jak można tak wybiórczo traktować pojęcie życia. Czy aby na pewno stworzenia żywe, czujące i posiadające duszę, to wyłącznie ludzie i zwierzęta? Rośliny nie czują, nie żyją, nie mają duszy? Nauka zdaje się już dowiodła, że jest to przekonanie fałszywe. Rośliny posiadają inny rodzaj świadomości niż zwierzęta, ale doskonale rozumieją co się wokół nich dzieje i na swój sposób odczuwają ból i strach.

Czy Jezus mógł być wegetarianinem? Nie. Tereny na których żył, nie były i nie są urodzajne, w praktyce trudno byłoby tam żywić się wyłącznie owocami ziemi, nawet gdyby ktoś bardzo chciał. Mieli za to do dyspozycji bydło i ryby. Biblia opisuje wiele sytuacji, gdy Jezus jadł rybki i jagnięcinę. Oczywiście, jako żyd najprawdopodobniej nie jadał wieprzowiny.

Jak wiadomo wegetarianizm wywodzi się z Indii, bardzo silny był również w południowych Włoszech. Dlaczego? Zapewne główna przyczyna leży bardzo daleko od duchowości. Wystarczy uświadomić sobie, że regiony te zawsze były biedne, a tam gdzie była bieda z nędzą, tam jak świat światem, nie jadało się mięsa.
Dopiero współcześnie zwierzęta hodowlane są szprycowane hormonami i witaminami, dzięki czemu rosną szybciej i są bardziej mięsne. Jeszcze do niedawna wyhodowanie świni czy krowy zajmowało więcej czasu, tym samym było też kosztowne i wymagające wiele pracy. Przy tym nie było jakiejkolwiek gwarancji, że zwierzę nie padnie wcześniej z powodu choroby, jakiegoś urazu lub z głodu (susza=brak pokarmu).
Zwykłych chłopów nigdy w historii nie było stać na trzymanie większego stada bydła. Jeśli rodzina posiadała krowinę, to pilnowała jej jak oka w głowie i korzystała głównie z mleka. O uboju nikt nie myślał - a uchowaj Boże.
W ubogich rejonach świata, takich jak na przykład Kenia, tak jest też dzisiaj. Zwierzak (krowa, koza, owca), to skarb, przede wszystkim ze względu na mleko.

Biorąc to wszystko pod uwagę, możliwe że w regionach gdzie wegetarianizm stał się częścią religii i kultu, miało miejsce dołożenie ideologii do faktów. Jeśli utrzymywanie choćby jednej krowy było trudne i drogie, a przez to bydło było niemal bezcenne, to może nic w tym dziwnego, że w takich Indiach koniec końców zakazano zabijania krów. Mleko w hinduizmie zakazane nie jest...

A jeśli chodzi o buddyzm - co odłam, to inne regulacje. Bynajmniej nie wszyscy są wegetarianami. Niektórzy jedzą mięso, pod warunkiem że sami zwierzaka nie zabili i nie widzieli jak umiera.

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: Mięsko - i wszystko jasne
PostZamieszczono: 03 maja 2012 00:06 
Offline
Fan TarotNet
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 mar 2011 07:09
Posty: 366
Kinga, ale tam Listkiewicz dalej mówi w tym odcinku co sądzą na ten temat mistycy - jedzenie mięsa v/s jedzenie roślin. Mnie to przekonuje. Naprawdę. Nie, wegetarianinem nie jestem. Ale coraz częściej i więcej myślę o przejściu na żywność bezmięsną.

Na pewno, takie obnoszenie się ze swymi duchowymi ideami nie jest ładne. W ogóle, wtedy to i ciężko powiedzieć, że taki ktoś jest faktycznie zainspirowany duchowo jeśli przechwala się swym wegetarianizmem naokoło i demonstruje swą pogardę do ludzi jedzących wszystko (czytałem ten tekst z Twego blogu). Na pewno nie o to w tym chodzi. No są i tacy, i co zrobisz ? Tak normalnie to przecież nikt nie powinien demonstrować na pokaz swych wewnętrznych przekonań, czy na przykład samych przekonań religijnych.

No ja uważam, że w dużej części taka reakcja wegetarian do jedzących wszystko spowodowana jest poniekąd taką jakąś dyskryminacją samych wegetarian w społeczeństwie. Przecież to oni "nie pasują" do reszty społeczeństwa, społeczeństwa w tym stereotypowym pojęciu. Prędzej to oni byliby uznani za dziwaków niż reszta. Zapewne są też jakoś tam prowokowani przez "mięsożernych" w pewnych sytuacjach, w co nie wątpię. Powiedziałbym raczej, że poprzez okazywaną złośliwość i pogardę "mięsożernym" oni właśnie tak się bronią.


Czy ktoś pamięta jak przychodził pierwsze razy do sklepu mięsnego ? Ja pamiętam. Pamiętam, że smród wtedy był straszny. Fu! Nawet nie miałem 10 lat wtedy ale pamiętam to dobrze gdy przychodziłem tam z rodzicem. Wiadomo, teraz już mi nie śmierdzi gdy jestem w takim sklepie. Teraz, będąc w sklepie z wędlinami czasami widzę małe dzieci z rodzicami i co któryś z nich zatyka wtedy sobie nos. To też mnie zastanowiło.


Jakby tu na to nie patrzeć moje drogie, jesteśmy (niewdzięcznymi) padlinożercami hehe.


BTW: Kinga, to Ty tam w awatarku ? Ale z Ciebie laska nebeska! Ładne masz włosy B-)

_________________
If you want to make God laugh, tell him about your plans
— Woody Allen

Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli – źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii
— Steven Weinberg


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: Mięsko - i wszystko jasne
PostZamieszczono: 04 maja 2012 22:05 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Z tymi mistykami to już druga generalizacja - pan Listkiewicz odwołuje się do mistyków wschodnich, tudzież ludzi, którzy obrali ścieżki duchowe oparte o wschodni mistycyzm, w którym wegetarianizm akurat pojawia się najczęściej. W innych tradycjach i na innych ścieżkach z jedzeniem mięsa bywało już różnie.

Wykłady pana Listkiewicza o karmicznych sprawach są super, choć po zagłębieniu się w temat widzę pewne niedociągnięcia. Akurat dziś przeczytałam książkę "Diagnostyka karmiczna" (Marjan Ogorevc - mam ebooka jakby ktoś chciał), to i mogę pogadać. :dziendobry:

Bardzo ważną rzeczą z punktu widzenia prawa karmy, jest to, aby bezwarunkowo akceptować wszystko, co w swoim życiu otrzymałeś, ponieważ dla duszy jest to częścią boskiego planu. Najkrócej mówiąc, jeśli tu i teraz rodzisz się w kulturze europejskiej, to masz europejskie wzorce mentalne, duchowe i karmiczne, którym w całej rozciągłości podlegasz. A nic nie dzieje się bez powodu - widocznie ich właśnie powinieneś doświadczyć. W naszej kulturze wegetarianizm nigdy nie był normą. Jeśli ktoś na silę chce zostać wegetarianiem, odrzuca przy tym rodzime wartości czy kulturę, a stawia jako lepsze jakiekolwiek inne wzorce, to możliwe, że występuje przeciwko boskiej mądrości, przeciwko sobie, przeciwko własnej karmie oraz w ogóle wyższemu porządkowi, który sprawił, że delikwent nie urodził się w Indiach, tylko gdzieś tutaj, w mięsożernej Europie. Rzeczywiście, taką postawą człowiek robi sobie dobrze... no tak go oświeci, że hoho.

Siedem pisze:
No ja uważam, że w dużej części taka reakcja wegetarian do jedzących wszystko spowodowana jest poniekąd taką jakąś dyskryminacją samych wegetarian w społeczeństwie. Przecież to oni "nie pasują" do reszty społeczeństwa, społeczeństwa w tym stereotypowym pojęciu. Prędzej to oni byliby uznani za dziwaków niż reszta. Zapewne są też jakoś tam prowokowani przez "mięsożernych" w pewnych sytuacjach, w co nie wątpię. Powiedziałbym raczej, że poprzez okazywaną złośliwość i pogardę "mięsożernym" oni właśnie tak się bronią.


Jak się nad tym zastanowić, potrzeba odstawienia mięsa w naszych stronach najczęściej pojawia się przez widzimisię, modę, lub obce wzorce i programy, które ktoś chce przyjąć za własne (na przykład naczyta się czegoś i myśli "wow, ja też będę taki mądry i uduchowiony", albo "ojej nie mogę tego jeść").
Nierzadko wegetarianizm jest też niczym innym, jak zaburzeniem odżywania i wynikiem podobnych problemów psychicznych, jakie mają anorektyczki. Lęk, niska samoocena, perfekcjonizm, niezadowolenie ze swojego ciała. Ot, takież duchowe przyczyny, współcześnie dość często leżą u podstaw wegetarianizmu... nic dziwnego, że tacy wegetarianie, w zetknięciu z innymi, nie są oazami boskiego pokoju, tylko się napinają i warczą.
Tu niejedzenie mięsa wcale nie oczyszcza karmy, lecz z racji przyczyn jakie się pod taką dietą ukryły, są przejawem duchowej dysfunkcji i jeszcze tę karmę im odpowiednio zapaskudza.
Bo ważnym prawem duchowym, jest nieocenianie bliźnich, nieocenianie świata i pokora. Za każdym razem, kiedy tupiemy ze złością, bo coś jest nie takie jak byśmy chcieli, na poziomie duchowym mówimy: "Bóg to dureń, ja wiem najlepiej jak ten świat powinien być urządzony". Kiedy próbujemy przestawiać i zmieniać innego człowieka wbrew jego woli (MY uważamy że jest nie taki i MY wiemy lepiej jaki być powinien!), to znowu mocno występujemy przeciwko prawom wszechświata. Przede wszystkim atakujemy człowieka energią nienawiści, która do nas wróci. Jeśli ci "biedni" wegetarianie czują się nieakceptowani, czy nawet dyskryminowani, to wyłącznie dlatego, że sami sieją brak akceptacji. Dość podobnie rzecz ma się z rasizmem. Paradoksalnie, największymi rasistami są mniejszości etniczne.

Kiedy wegetarianizm ma sens?
W sytuacji, kiedy człowiek rozwijając się i pracując nad sobą, nagle jakoś już nie ma ochoty na mięso. Tego jest jest chyba najmniej, ale to jest właśnie TO. W każdym razie zmiana diety w całej rozciągłości jest wtedy kwestią ducha, przychodzi w sposób naturalny, a organizm reaguje pozytywnie na każdym poziomie. Nie stanowi to już żadnego wystąpienia przeciwko boskiej mądrości, tylko jest nią bezpośrednio inspirowane.
Wyższe wibracje owszem, są, ale nie dlatego że ludzie ci już nie jedzą mięsa, tylko również w następstwie wielu innych elementów/praktyk duchowych. Takich wegetarian cechuje bezwarunkowa miłość do świata i życzliwość w odniesieniu do wszystkich stworzeń. Oni nigdy nie nazwą mięsożercy śmierdzącym mordercą, nie próbują kogokolwiek nawracać, nie insynuują, nie oceniają, nie wartościują. Po wypracowaniu takiej postawy, to po prostu nie jest możliwe.
Być może takich prawdziwych wegetarian jest o wiele więcej, niż może się wydawać - krzykacze i "oświeceni nawracacze", bądź co bądź są bardziej aktywni.


Siedem pisze:
Czy ktoś pamięta jak przychodził pierwsze razy do sklepu mięsnego ? Ja pamiętam. Pamiętam, że smród wtedy był straszny. Fu! Nawet nie miałem 10 lat wtedy ale pamiętam to dobrze gdy przychodziłem tam z rodzicem. Wiadomo, teraz już mi nie śmierdzi gdy jestem w takim sklepie. Teraz, będąc w sklepie z wędlinami czasami widzę małe dzieci z rodzicami i co któryś z nich zatyka wtedy sobie nos. To też mnie zastanowiło.


Ja pamiętam. :) Tak obiektywnie rzecz biorąc, dwadzieścia lat temu w sklepach nie było takich lodówek jak dzisiaj, a i czystością tak mocno się nie przejmowano. Kiedyś różne małe odpadki, gnaty i takie tam, wrzucano do jakiegoś wiadra pod ladą. Brudne papiery w których było zawinięte mięso, przez cały dzień mogły leżeć sobie na stercie, na zapleczu. Nic dziwnego, że smród powalał na kolana. Dziś już tak nie ma, a skąd. Dziś sklepy spożywcze są utrzymywane w niemal sterylnym stanie i nie można powiedzieć, że coś tam śmierdzi. No, chyba że na dziale rybnym. Bleee. :%


PS.
Tak, to ja. Dziękuję. :P

EDIT.

W co najmniej jednej kwestii pan Listkiewicz ma rację! Chodzi o ten roczny czas próby wegetarianizmu, której poddawani byli/są adepci chcący wstąpić na duchową ścieżkę. Rozumiem czemu to ma służyć. Otóż z pewnością nie mają na celu sprawdzenia wytrwałości, ani siły postanowienia. Gdyby chodziło o to, by adept wytrzymał, to mistrz wziąłby go pod swoje skrzydła i przez cały rok wtłaczał do głowy zalety niejedzenia mięsa.
Sedno tej rocznej próby widzę w ten sposób, że każdy adept może w tym czasie przekonać się, skąd wzięła się w nim chęć wstąpienia na ścieżkę wegetarianizmu. Jeśli nie jest to rzecz wynikająca z czysto duchowej potrzeby, tylko coś co brzydko mówiąc mu się ubzdurało, wyszło z problemów emocjonalnych, czy jako cudzy wtręt, to w ciągu tego roku można bezbłędnie odkryć jak jest.
O ile wegetarianizm pochodzi z inspiracji wyższej, adept bez problemu przyswoi ten styl życia, jego ciało nie zaprotestuje, a efekty da się zauważyć energetyce i postawie życiowej. Jednym słowem, wyjdzie mu to na dobre.
Jeśli natomiast mamy do czynienia z fałszywym dążeniem, to rok wegetarianizmu może być wyłącznie wyrzeczeniem i trudem. Taki adept będzie musiał ze sobą powalczyć, a i ostatecznie - jeśli nawet wytrzyma - jego ciało i poziom energii zdradzą cała prawdę. Na pewno nie będzie on wyglądał jak okaz zdrowia i urody, tylko jak anorektyk lub człowiek z niedowagą: osłabiony, sterczące kości policzkowe, skóra napięta, i tak dalej.

Agata Buzek to dobry przykład osoby, u której wegetarianizm jest kwestią obcego programu (lub wtrętu, jak kto woli):


Nawet sama mówi, jak to się zaczęło - bo przeczytała artykuł w gazecie, poruszyło ją cierpienie zwierząt... Niejedzenie mięsa nie jest tu efektem duchowej dojrzałości, tylko co najwyżej nieuleczonego urazu. Na poziomie energetycznym po prostu złapała program, który niczym wirus spowodował, że ciągnęło ją do danego stylu życia.


Kurczę, wygląda na to, że dość blisko trafiłam opisując przykład prawidłowego wegetarianizmu, tzn. sytuacji gdy człowiek osiąga wyższe wibracje i w naturalny sposób przestaje potrzebować mięsa.

Łazariew w swojej "Diagnostyce Karmy" mówi, że kwestia wege wygląda w ten sposób:

"Wegetarianizm jest bardzo zły, jeśli człowiek do niego jest nieprzygotowany. Jeśli człowiek posługuje się energiami subtelnymi, to potrzebuje coraz mniej jedzenia ale w pierwszej kolejności bardziej energetycznego. Jeśli przez człowieka przechodzą wysokie energie, to w pierwszym rzędzie powinien odsuwać od siebie słodycze. Co prawda w glukozie jest bardzo wiele energii, ale organizm na to źle reaguje. (...) Gdy zaś u człowieka nie ma miłości a nie je mięsa, to występuje gniew."

Tłumacząc na polski, chodzi mu o to, że jedząc mięso przyjmujemy energię ziemską. Jeśli człowiek nie jest duchowo przygotowany do ograniczenia energii ziemskiej przyjmowanej z mięsa, to aby pozostać w równowadze (której wówczas dramatycznie zaczyna mu brakować!), będzie kompensował brak tej ziemskiej energii odczuwając gniew, frustrację i złość. Dzieje się tak dlatego, że te agresywne emocje stanowią formę generowania lub pobierania niskiej energii ziemskiej. Jeśli się na kogoś złoszczę, czy atakuję go werbalnie lub niewerbalnie, to wampirzę go z energii.
Oto odpowiedź na pytanie, dlaczego tak wielu wegetarian, skręca w kontakcie z mięsożercami.

Kolejna myśl z własnych obserwacji: wegetarianie najwyraźniej uwielbiają taplać się w cierpieniu zwierząt. Zauważyłam, że oni dość gorliwie czytają artykuły o ubojniach, oglądają filmy pokazujące jak zwierzaki cierpią i nakręcają się tym. Weźmy pierwszy z brzegu artykuł, a pod spodem znajdziemy mnóstwo komentarzy wzburzonych wegetarian. Ciągnie ich do tego tematu, jak misia do miodu. Po co?
A wejdźmy na forum dyskusyjne zdominowane przez wegetarian. Przeważnie niewiele rozmawiają o zdrowiu, szczęściu, harmonii i radości jakie daje im niejedzenie mięsa. Znajdziemy mnóstwo linków, dyskusji, wątków, kłótni, swarów i różnych rzeczy, które dotyczą... wielkiego cierpienia zwierząt. Nawet nie tylko tych zjadanych, ale również tych, które zostały skatowane przez jakiegoś zwyrodnialca, są porzucone, chore i smutne.
Przeciętny wegetarianin, ogląda więcej cierpienia zwierząt i więcej o tym myśli, niż ktokolwiek inny. To już nie jest tylko wzniosłe współczucie, ani cokolwiek związanego z miłością do życia. To taka forma duchowego objadania się energią bólu.
Kiedy oglądasz film, w którym pokazują sceny z ubojni, odczuwasz żal, smutek, grozę, telepie cię wewnętrznie, bierzesz to co czują te zwierzęta do siebie (nazywamy to empatią). Doświadczasz tu rzeczywistego cierpienia na poziomie energetycznym i mentalnym - po prostu wchłaniasz je i przetwarzasz.


Jeszcze ciekawostka, też z wykładów Łazariewa. Zaobserwował on, dlaczego ludzie ze słonecznych regionów świata są lepiej przystosowani do wegetarianizmu i częściej go tam spotykamy. Bo Słońce przekazuje energię, która może zastąpić energię ziemi przyjmowaną z mięsa.
Wydaje mi się, że coś w tym może być. Sama po sobie zauważam, że latem, kiedy Słonko ładnie grzeje, jakoś od razu mam mniejszą ochotę na mięso - częściej sięgam po warzywa, owoce, jogurty.


Generalnie wg. Łazariewa, aby zachować równowagę duchową i zdrowie, zwykły człowiek nie powinien na siłę kombinować - powinien jeść mięso o ile jeśli czuje potrzebę, lecz również od czasu do czasu zupełnie je odstawiać, po to aby oczyścić się.
Zupełnym wegetarianinem można zostać na bardzo konkretnych warunkach: wtedy, kiedy nasze duchowe wibracje JUŻ są odpowiednio wysokie, bo je osiągnęliśmy rozwijając się i pracując. Wegetarianizm nie jest więc środkiem do rozwoju wewnętrznego, tak jakby to niektórzy chcieli. Niejedzenie mięsa bez spełnienia warunku duchowej gotowości, przypomina raczej wystrzelenie człowieka wysoko w górę. Nie nauczy on się dzięki temu latać. Znajdzie się wysoko i przez chwilę będzie podziwiał zajefajne widoczki, ale zaraz zacznie spadać. Im wyżej "wzleciał", tym mocniej rąbnie o glebę tłukąc się na kawałeczki.



Mariola: Połączyłam posty

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: Mięsko - i wszystko jasne
PostZamieszczono: 20 lut 2016 16:46 
Offline
Hurra, mogę prosić o interpretację!
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 lut 2016 20:52
Posty: 10
Lokalizacja: Gorzów Wielkopolski
Wiecie co dziewczyny.. Ja przechodzę na wegetarianizm i powiem tak, jest to dla mnie naturalne. Przeprowadziłam się na wieś, mam dostęp do wielu naturalnych produktów, przede wszystkich tych, nad którymi mam kontrolę (tutaj warzywa, owoce). Jeszcze żyjąc w mieście jadłam od czasu do czasu mięso, jednak sam organizm mnie od tego odrzucał. Nie czułam potrzeby, organizm się nie domagał, przede wszystkim chyba dlatego, że miałam bogatą dietę, zróżnicowaną. Nigdy jednak do tego tematu nie podchodzę zamknięta. Słucham za i przeciw. Bez żadnego problemu :) Ja uważam, że dla mnie taka dieta jest dobra, jednak nikogo na siłę nie zachęcam.

_________________
otrzymałam pomoc więc polecam:
Oczyszczanie karmy


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  


cron
Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group | Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów




 
phpBB SEO