Strict Standards: Non-static method utf_normalizer::nfc() should not be called statically in /home/www/vhosts/tarotnet.pl/httpdocs/forum2/includes/utf/utf_tools.php on line 1804 używane karty tarota : TAROT W PRAKTYCE

Strefa czasowa UTC+1godz.





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: używane karty tarota
PostZamieszczono: 16 maja 2012 17:10 
Offline
Stały Bywalec
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 maja 2012 10:51
Posty: 27
Lokalizacja: Bydgoszcz
W książce A.A.Chrzanowskiej przeczytałem ostrzeżenie o pracy z używanymi kartami tarota.
Mają być takie, których nie dotykały inne ręce. Mam talię trochę używaną przez bliską mi osobę /zmarła 2 lata temu/. Jestem z tą talią emocjonalnie bardzo związany. I stąd moje pytanie – używać , czy zostawić jako pamiątkę?

_________________
Sól i uczucia chronią nas od zepsucia.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 17 maja 2012 14:53 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
O, absolutnie nie używaj tej talii.
Tu już nawet nie chodzi o to, że talia używana przez kogoś jest przesiąknięta jej energią - dodatkowo tu będzie zachodziło połączenie z osobą zmarłą, do której te karty należały. Używanie tych kart może być nawet niebezpieczne, z pewnością spowoduje niechciane kontakty z astralem, a skutki nie będą fajne ani dla Ciebie, ani dla osób którym będziesz wróżył. W rzeczy samej zaszkodzisz nie tylko sobie, bo to co jest "podczepione" do tej talii, z automatu wejdzie w kontakt z energetyką ludzi, dla których będziesz stawiał karty i zacznie na nich oddziaływać.

Jeśli z powodów sentymentalnych nie możesz się pozbyć talii, zawiń w czarne płótno i niech sobie leży na dnie szafy. Aczkolwiek może się okazać, że i tak będziesz musiał ją spalić, albo "oddać" właścicielce zanosząc na cmentarz i zakopując tam.
Talia poprzez zmarłą właścicielkę jest silnie podłączona do astralu, samo przebywanie w towarzystwie tych kart może powodować zaburzenie Twojej własnej energetyki i szereg problemów: od zdrowotnych, po życiowe niepowodzenia. Gdyby jeszcze karty były Ci obojętne i neutralne, to byłoby pół biedy, bo podłączenie do astralu i duszy zmarłej byłoby tym samym słabsze. Im bardziej jesteś do nich przywiązany jako do przedmiotu, tym bardziej wzmacnia się podłączenie do tego z czym one same są połączone.

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 17 maja 2012 17:02 
Offline
Stały Bywalec
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 maja 2012 10:51
Posty: 27
Lokalizacja: Bydgoszcz
Dzięki za wyjaśnienia. Już wszystko jasne jak słońce.
Pewnie spalę tę talię, chociaż rozstać się z nią będzie ciężko.
/Karty były własnością mojej żony/

Pozdrawiam.
W.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 17 maja 2012 20:29 
Offline
Pogromca Wszelkich Tematów
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2010 22:09
Posty: 815
Lokalizacja: Kraków
:shock: O kurczę. Zorientowałam się właśnie, że z powodzeniem na zmianę z moją "osobistą" talią, używam talii, od której kiedyś zaczęłam przygodę z Tarotem - kupiłyśmy ją na spółkę z siostrą cioteczną i wiele rozkładów stawiałyśmy wspólnie za pomocą tej talii. Ostatecznie karty zostały u mnie, ale wtedy służyły nam obu, głównie do zabawy... To było laaaata temu co prawda, ale ciekawa jestem czy może być jakieś większe oddziaływanie z tego tytułu... Czy to może mieć jakikolwiek wpływ na sprawdzalność wróżb?

W ogóle tę talię traktuję dosyć roboczo, a kojarzy mi się ona z bardzo złym okresem w życiu. Niepowodzenia, choroby. To zapewne zbieg okoliczności, ale zauważyłam,
że od kiedy używam tych kart, moje życie przybrało koloryt mniej więcej ten sam co kiedyś. Dziwne


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 18 maja 2012 17:03 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Torusie, tak właśnie chyba będzie najbezpieczniej. Nie ma co ryzykować zdrowiem i losem, swoim, najbliższych ludzi, czy też tych, dla których postawisz karty. :tjaaa:

Maralee, fakt że używałyście talii razem z siostrą to pół biedy, choć tak nie powinno być. Nie chodzi o to, że wróżby z tej talii nie będą się sprawdzały. Chodzi o to samo, o czym pisałam Torusowi - talia jest połączona z właścicielem, w tym przypadku z siostrą, która również jej używała. Na sprawdzalność wróżb to nie ma większego wpływu, ale może mieć wpływ na Ciebie i osoby, dla których postawisz karty. Kiedy używasz tej talii, jesteś w kontakcie z wszelkimi problemami i bolączkami jakie przeżywała/przeżywa siostra, możesz ściągać je do siebie, tudzież niechcący przekazywać je osobom trzecim.

Cytuj:
W ogóle tę talię traktuję dosyć roboczo, a kojarzy mi się ona z bardzo złym okresem w życiu. Niepowodzenia, choroby. To zapewne zbieg okoliczności, ale zauważyłam,
że od kiedy używam tych kart, moje życie przybrało koloryt mniej więcej ten sam co kiedyś. Dziwne


Nie, właśnie nie jest to zbiegiem okoliczności. :) To energia, taki jakby program, który aktywuje się w Twoim życiu za każdym razem, gdy pracujesz z tą talią. Dokładnie tak to działa. Tu masz "znajomy" program z własnej przeszłości i jesteś w stanie go dostrzec - równie dobrze można przejąć programy energetyczne osoby trzeciej, która była pierwszym właścicielem tali. W takim wypadku coś nam mniej lub bardziej doskwiera, ale nie rozpoznajemy "kolorytu" jaki przybrało życie i z niczym się to nie kojarzy.

Podobnie można się "zainfekować" samym wróżeniem, bo kiedy stawiasz karty, energetycznie łączysz się z osobą, dla której wróżysz i możesz wziąć na siebie jej problemy, albo... no cóż, przekazać jej swoje.
Jeszcze do niedawna nie wiedziałam o co chodzi w stwierdzeniu, że wróżki są nieszczęśliwe i brałam to za przykład głupiego przesądu. A jednak, nie jest to przesąd, to prawda. Wszyscy, którzy pracują z drugim człowiekiem na poziomie energetyki, czy to jest bioenergoterapeuta, astrolog, czy wróżka, stykają się z obcym polem energetycznym i wchodzą w nie.
Kiedy biorę z pola informacje, które następnie widzę w kartach, jestem narażona na to, że energetyczny ekwiwalent problemów klienta, zostanie ze mną i zacznie działać u mnie, albo co gorsza, przeniesie się na moich bliskich. Oczywiście jest warunek, by tak się stało: musimy mieć predyspozycje do wejścia w rezonans z danym programem. Działa zasada, że podobne przyciąga podobne i nic nie zrobi się samoistnie. Żeby obcy program do mnie przylgnął, najpierw muszę posiadać analogiczny, choćby do tej pory był ukryty i nie objawił się w żaden sposób.

Naszymi klientami nie są osoby przypadkowe, prawdopodobieństwo, że zjawi się ktoś z analogicznym programem (dobrym czy złym) wynosi jakieś 90%.
Ci, którzy często pracują z różnymi ludźmi, z pewnością mieli przyjemność odnotować, że nie raz zdarza się tak, że następuje przedziwny wysyp klientów z podobnymi, jeśli nie identycznymi kłopotami. Nierzadko jest to nawet problem, który doskonale znamy z własnego podwórka. Na przykład kiedy ja szukałam swojej drugiej połówki i przeżywałam różne smutne perypetie, miałam bardzo wiele klientek, które także były samotne i doświadczały czegoś zbliżonego. Obecnie praktycznie nie miewam pytań z serii "kiedy spotkam ukochanego i nie będę taka bardzo samotna".
Dziwne, co? :)

Takie przykłady mogę mnożyć, to jest w zasadzie chleb powszedni. Różne podobieństwa sobie uświadamiam, bo akurat widzę je wyraźnie. Lecz to, że mam klientkę, której sytuacja z niczym znanym mi się nie kojarzy, nie oznacza wcale że jej problem jest mi zupełnie obcy. Może właśnie mam w sobie "coś", czego nie jestem świadoma, ale to "coś" jednak sprawia, że ona się do mnie zgłasza i że spośród tak wielu wróżek decyduje się na mnie...
I stąd już mały kroczek, do sytuacji, w której kontakt z jej energetyką i programami, wzmocni i uruchomi moje własne. Nie koniecznie od razu to poczuję, bo dajmy na to, strasznie trudno byłoby aby problemy rodzinne mężatki z dwójką dzieci zadziałały dziś u mnie, skoro ja dzieci nie posiadam, męża nie mam i w ogóle nic tu się nie zgadza... Ale kurde, kto to wie co będzie za dziesięć lat? Energia nigdzie nie znika, gdy pojawią się odpowiednie okoliczności, to z czym przyszła ta kobieta, może się w końcu aktywować. Ja wtedy już dawno zapomnę o pani i wróżbie, za żadną cholerę nie powiążę z tym swoich kłopotów. :nie wiem:

To brzydsza strona medalu, ale, warto przy okazji wspomnieć i o tej ładnej. Czasem zgłaszają się do mnie osoby, którym mogę pomóc, bo sama właśnie poradziłam z takim samym problemem. Przykład. Gdy "rozgryzłam" faceta z syndromem Dorosłego Dziecka Alkoholika, zrozumiałam jak to funkcjonuje i czym się objawia, nagle jak na zawołanie zaczęły pojawiać się u mnie panie, które również spotykają się (lub spotykały) z jakimś DDA, lecz nie wiedziały co z lubym jest nie tak. Były nawet dziewczyny, które same cierpią z powodu bycia DDA, które po prostu kierowałam na odpowiednią terapię. Gdyby nie moje własne doświadczenia z przedstawicielem dorosłych dzieci, w ogóle nie potrafiłabym pomóc tym klientkom, nawet nie zauważyłabym źródła ich cierpień.

Jeszcze jeśli chodzi o typowo energetyczne obciążenia, które ściągamy na siebie wróżąc, tak to brzmi strasznie i groźne, lecz wygląda na to, że po prostu jest nieuniknione. Nie jest to cena za pracę z kartami, tylko coś co wynika z natury włażenia w cudze pole energetyczne i grzebanie tam. Nie jesteśmy idealni, zawsze znajdzie się program, który wejdzie sobie w rezonans z naszym wnętrzem i z którym będziemy musieli się zmierzyć, jak nie teraz, to później...
Rzecz w tym, że jeśli się rozwijamy i pracujemy nad sobą, wtedy możemy programy neutralizować, tj. przepracować je zanim zdążą wywołać bardzo nieciekawe skutki. Kiedy jesteśmy w miarę czyści, coś, co u klienta spowodowało ogromne straty materialne, upadek firmy i pożar chałupy, nam może się objawić ledwie odczuwalnym szturchnięciem od losu - ot, dajmy na to, ktoś w autobusie buchnie portfel, lecz będzie tam tylko kilka złotych. Co dalej, to już zależy od nas, a konkretnie od wewnętrznej reakcji na incydent. Wpadając w amok, złoszcząc się, pomstując na złodzieja, czując nienawiść i obrazę na cały świat, uruchomimy reakcję łańcuchową - eskalacja coraz gorszych zdarzeń jest murowana. Za każdym razem, im bardziej będziemy się tak ciskać, tym więcej na nas spadnie ciosów. Jeśli jednak od razu zachowamy spokój ducha, nie nadamy temu wydarzeniu rangi niesprawiedliwości stulecia, będzie to równoznaczne z zatrzymaniem negatywnego programu i uwolnieniem się od niego. :dobrze:


Praca z kartami to nie to samo co pieczenie chleba, zawsze to powtarzałam... Pociąga takie właśnie konsekwencje, lecz kiedy jesteśmy świadomi i pracujemy nad sobą, nie zrobimy krzywdy sobie, ani nikomu innemu.

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 19 maja 2012 13:25 
Offline
Pogromca Wszelkich Tematów
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2010 22:09
Posty: 815
Lokalizacja: Kraków
WOW, Kingo - niezły elaborat! :)
Przeczytałam z uwagą i skupieniem. To niesamowite, bo kiedy zaczęłam używać ponownie (a właściwie do niej powróciłam) tej talii, nagle jakby dziwnym zbiegiem okoliczności podziało się w moim życiu podobnie, co przed wielu laty. Pamiętam, że to był bardzo zły okres, jak już pisałam, karty, które wychodziły mi wtedy we wróżbach były raczej smutne, tak samo prognozy odnośnie przyszłości. Wypisz wymaluj dzieje się teraz w moim życiu. Oczywiście zarówno skala jak i charakter tych problemów jest inny (wtedy byłam jeszcze dzieciakiem), ale koloryt jest identyczny. Mogłabym wyróżnić trzy albo i więcej spraw, które nękały mnie wtedy i zgadzałyby się one z tym, co dzieje się teraz w moim życiu.

Zauważyłam to już wcześniej i początkowo myślałam, że te karty po prostu kiepsko mi się kojarzą - ot, relikt z przeszłości, który przywołuje nieciekawe wspomnienia. Ta zbieżność w wielu rzeczach właśnie dlatego sprowokowała moje pytanie, czy to może mieć jakiś wpływ na to co widzę w owych kartach.

Może to głupie, ale skoro już rozmawiamy to zapytam: czy możliwe jest, że używając tej talii, w jakiś sposób przyczyniłam się do ściągnięcia na siebie tych "kłopotów" w sensie materialnym? Czy chodzi tylko i wyłącznie o stan ducha, negatywną energię? I jak się teraz tego pozbyć? Wyrzucić talię? Jak się ochronić, bo mam wrażenie, że już mi ta energia namąciła w życiu - skoro to raczej nie jest zbieg okoliczności, a ja już wcześniej się nad tym zastanawiałam...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 19 maja 2012 19:12 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Nie da się ukryć, że ostatnio rozszerzyłam wiedzę o kilka nowych rzeczy, o których wcześniej ani mi się śniło, albo słyszałam tylko piąte przez dziewiąte. Szkoda, że nie spotyka się takich informacji w normalnych książkach o tarocie, a dopiero gdy się wejdzie w inne obszary.

W przypadku Twoich kłopotów, prawie na pewno nie chodzi już o zwykłe wspomnienia, jakie przywołuje talia. Wspomnienia wspomnieniami, ale skoro życie raptem się skomplikowało i przypomina tamto...
Tak, to jest możliwe, że ponownie pracując z nią, uruchomiłaś też energie z którymi jest związana i wszystko przekuło się na rzeczywiste problemy.

Nie pracuj więcej z tymi kartami. Nie umiem powiedzieć, czy zwykłe oczyszczenie odłączy te energie. Może nie ma mocnych i trzeba będzie pozbyć się talii na dobre? *-O
Ale stop, na razie jeszcze jej nie pal. Trzeba podumać, czy to ma sens - przecież jakiekolwiek fizyczne zniszczenie kart, nie spowoduje że energetycznie talia również przestanie istnieć. Teraz energetyczny program siedzi sobie podpięty do kart i oddziałuje jedynie po bliskim kontakcie z nimi. Gdy fizycznie zniszczysz karty, to gdzież sobie pójdzie? Do właścicieli.
Czyli że o ile to Twój program, a nie cudzy, który się przyplątał przy okazji, zniszczenie kart nie odczaruje rzeczywistości.
:roll:
A jak to było? Parę lat temu, problemy zaczęły się bardziej po tym, gdy zaczęłaś przygodę z kartami (wróżyłaś komukolwiek, albo robiła to siostra), czy może istniały już wcześniej?
Skąd w ogóle wzięłyście tę talię?

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 21 maja 2012 12:26 
Offline
Pogromca Wszelkich Tematów
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2010 22:09
Posty: 815
Lokalizacja: Kraków
Już piszę jak to było, aczkolwiek nie jest to jakaś niezwykła historia ;)
Jakieś 10, może więcej lat temu kupiłyśmy z siostrą karty Tarot Marsylski z podpowiedziami na kartach + książka. Normalnie, w Empiku :D Moje problemy zaczęły się dużo wcześniej przed kupnem tej talii, a więc nie może być mowy o pechowym przedmiocie. Po prostu miałam wtedy beznadziejny okres w życiu i to samo pokazywały te karty - zapamiętałam same 5 kielichów ;) Podobnie jest teraz - z tym, że teraz powróciłam do tej talii zanim zaczęły się moje aktualne problemy.

Mogę spalić tę talię, nie jestem do niej przywiązana w żaden sposób. Jak już wspomniałam - traktuję te karty roboczo, poza tym są już dość zniszczone. Pytanie tylko, właśnie - czy to cokolwiek da, cokolwiek pomoże. Korzystałyśmy z tej talii obie z siostrą, na zmianę.

Kingo, piszesz o oczyszczeniu... ale siebie, kart? Jest szansa, że to cokolwiek pomoże czy już raczej za późno, skoro, być może, "program" już został ściągnięty ?

Albo, może rzeczywiście to jakiś zbieg okoliczności - w końcu nie można chyba palić wszystkich talii, których się używało w kryzysowych momentach życia...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 21 maja 2012 16:11 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Hmmm... skoro wtedy miałaś już nieciekawy czas, karty mogły po prostu przesiąknąć energią, która wtedy Ciebie otaczała, nieciekawymi emocjami, myślokształtami i czym tam jeszcze mogły.
Jak głęboko to się w nie wdrukowało, zależy od intensywności z jaką wtedy przeżywałaś problemy. Oczywiście nie każdy przedmiot, który mieliśmy w kryzysowych momentach życia należy wyrzucić, ale skoro widzisz, że coś się nieciekawie porobiło, jakby tamte problemy "powróciły"... Karty są bardziej narażone na zogniskowanie w sobie negatywnych programów, bo kiedy czujemy się bezsilni i sfrustrowani, sięgamy po talię. Ja kiedyś miałam taki pechowy pamiętnik. :P Serio.
Zeszyt pechowy stał się dlatego, że w 99 przypadkach na 100 przelewałam tam swoje bolączki, smuty i tęsknoty. Musiał być zajebiście przesiąknięty moją niedolą.
Wreszcie jakoś poukładało się, od ponad dwóch miesięcy byłam szczęśliwie zakochana, o zeszycie w tym czasie zapomniałam i leżał sobie na dnie szuflady. Acz licho mnie podkusiło, żeby go wygrzebać i pisać w nim, jak bardzo się cieszę z życia. No cóż, pamiętniki prowadziłam od kilku lat, a to trochę uzależnia...
Od kiedy wyjęłam ten zeszyt, sprawy zaczęły się psuć. Niby było tak samo, byliśmy razem, zakochani jak wariaci, cud miód. Ale chmury zawisły już w powietrzu, czułam pod skórą, że coś jest nie tak. Minęło może góra 5-6 tygodni, a facet po prostu ze mną zerwał. Nagle wszystko prysło jak bańka mydlana. Był zakochany po uszy, a tu raptem koniec, do widzenia. Nie było żadnej wielkiej kłótni, zero powodów, tylko jeden mały nic nieznaczący incydent. :szok: Chłopak jak zaczarowany odwrócił się ode mnie na pięcie.

Jestem pewna, że to pamiętnik przyczynił się do zerwania, albo raczej bardzo nieharmonijny program jakim zeszyt był skażony i który wypełzł niczym klątwa.
To było ponad dziesięć lat temu, wtedy jeszcze nie wiedziałam tego co dzisiaj wiem, lecz intuicyjnie czułam, że pisanie w tym zeszycie jest błędem. Ba, jeszcze zanim wzięłam go do rąk, to już coś we mnie krzyczało, ostrzegało, odpychało. W pewnym momencie pomyślałam żeby go wywalić, ale uległam głupiej sile przywiązania i nie tylko zeszyt zachowałam, a jeszcze znów zaczęłam z niego korzystać. :glupi:

Spaliłam go dosłownie w kilka dni po tym, gdy chłopak zerwał. Szkody niestety już nie dało się naprawić i nigdy więcej się nie widzieliśmy. A może by się dało odkręcić skutki pamiętnikowej klątwy, tylko ja nie wiedziałam jak? Zgodnie z programem po prostu pogrążyłam się w czarnej rozpaczy i bezsilnej tęsknocie.


Ok, ale wracając do problemu kartowego. :) Zakładam, że już nie raz i nie dwa oczyszczałaś te karty używając świecy, oraz innych typowych technik. To może być za mało. Czort wie, czy ta talia w ogóle nadaje się jeszcze do użytku.
W sumie nie ryzykuj, nie warto.
Karty zawsze możesz spalić, lecz tak jak w przypadku mojego felernego pamiętnika, nie znaczy to że program zniknie i wszystko wróci do normy. Z pewnością zmniejszy się siła rażenia cholerstwa, bo teraz pewnie za każdym razem kiedy bierzesz talię do rąk, doładowujesz stary program swoimi nowymi problemami o podobnej wibracji, więc błędne koło się zamyka i to żyje własnym życiem.

Spalenie kart to jedno, a wydostanie się z zaklętego kręgu to drugie. Musisz świadomie zmienić swój stosunek do rzeczywistości, która jest efektem programu. Jeśli spowodował samotność, nie przeżywaj tych wszystkich emocji, zdystansuj się, nie graj dłużej tej roli którą grasz pod dyktando programu. Pisałaś, że czytasz właśnie pierwszy tom Transefingu - świetnie się składa, bo podane tam patenty to to, czego Ci potrzeba.

EDIT.
O w mordę, jeszcze ciekawa rzecz mi się przypomniała z tej dziwnej historii. Zanim spotkałam chłopaka, od co najmniej dwóch miesięcy w ogóle nie pisałam w tamtym zeszycie. Zrobiłam sobie wtedy dość długą przerwę, chyba nie było o czym marudzić, a może znudziło mi się w kółko o tym samym.
W każdym razie, gdy związek rozkwitał i byłam w siódmym niebie, oczywiście pisywałam codziennie, och i ach, :pisze: ale... w kalendarzu książkowym, który akurat od kogoś dostałam. Tak było przez pierwsze miesiące.
Kiedy wyciągnęłam stary brulion, wiecie co było dalej. Dodam że kontakt był stosunkowo krótki, napisałam tam max. 3 notatki i powróciłam do kalendarza. Wystarczyło. *-O

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 21 maja 2012 20:32 
Offline
Pogromca Wszelkich Tematów
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2010 22:09
Posty: 815
Lokalizacja: Kraków
Strrrasznie dziwna historia! :) Zastanawiałam się nad tym, że może to jakaś feralna "powtórka z rozrywki" za sprawą kart, ale tłumaczyłam to sobie racjonalnie: historia lubi się powtarzać, zbieg okoliczności...

Wtedy, chociaż byłam nastoletnią pannicą, przeżywałam wszystko strasznie i dłuuugotrwale. Moje problemy ciągnęły się latami, a ja nie potrafiłam nic na to poradzić. Nie potrafiłam zrobić żadnego zdecydowanego kroku, a jedynie czekałam na zbawienną odmianę losu... i wyciągałam beznadziejne karty. Z perspektywy czasu stwierdzam, że niewiele się zmieniło. Teraz przeżywam to tylko inaczej - bardziej intensywnie :/ Ta niemoc oraz rozczarowanie swoją osobą i bardzo emocjonalną naturą, skłoniło mnie do poszukiwań nowych rozwiązań.
Kinga pisze:
Spalenie kart to jedno, a wydostanie się z zaklętego kręgu to drugie. Musisz świadomie zmienić swój stosunek do rzeczywistości, która jest efektem programu. Jeśli spowodował samotność, nie przeżywaj tych wszystkich emocji, zdystansuj się, nie graj dłużej tej roli którą grasz pod dyktando programu. Pisałaś, że czytasz właśnie pierwszy tom Transefingu - świetnie się składa, bo podane tam patenty to to, czego Ci potrzeba.
Niestety, z Transerfingiem u mnie nie będzie tak łatwo ;) Czytam, czytam, bardzo mi się podoba, przez dwie godziny po lekturze jest ekstra, a później wraca stara "ja", ciężar na duszy pojawia się samoistnie, jakby znikąd. I szyderczy śmiech gdzieś w środku: "przecież jesteś zbyt wielkim niedowiarkiem na takie praktyki. Życie jest życiem! :diablo: ". Mimo wszystko, mam nadzieję, że na początku to w jakiś sposób normalne i po dłuższym czasie przywyknę do myśli, że i mnie się powiedzie. I Transerfing czytam dalej, a jakże.

Wracając do kart i Twojego pamiętniczka, Kingo: doskonale rozumiem, ja jednak zawsze sądziłam, że to działa bardziej na zasadzie skojarzeń - dobrych i złych. Nie wiem dlaczego w dalszym ciągu pozostaję tak wielkim niedowiarkiem w tych kwestiach - przecież praktykuję Tarota, kwestie energii i ich przejmowania nie powinny być mi obce ;) I jeszcze jedno... nigdy nie oczyszczałam tej talii... he heee... Kiedy zaczynałam, byłam zbyt wielkim żółtodziobem, żeby w ogóle o czymś takim wiedzieć. Kiedy powróciłam do talii... właściwie nie widziałam takiej potrzeby, nie pomyślałam o tym. Może właśnie przez wzgląd na to, co napisałam powyżej - mała wiara.

Jakoś w styczniu zadałam tym kartom pytanie czy potrzebują oczyszczenia: wylosowałam VIII Siła, uznałam, że w takim razie wszystko jest w porządku. Może zatem talia była właśnie ZBYT silna dla mnie... Wywalę ją i będę Transerfing czytać, czytać, czytać.

Nadal uważasz Kingo, że ta talia była "prawdziwa" w swoich prognozach? Chociaż dziwne by było, gdyby "pesymistyczna" energia zdominowała karty.

Pozdrawiam ciepło! :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 22 maja 2012 00:01 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Wróżby z Twojej talii mogą być negatywne, a jednocześnie obiektywnie prawdziwe i zgodne z rzeczywistością - tyle, że rzeczywistością dyktowaną przez ten negatywny program.

W sumie najłatwiej przekonasz się, czy coś w ogóle jest na rzeczy, jeśli przez jakiś czas nie będziesz używała tej talii. Ot, taki eksperyment. Nie musisz jej od razu niszczyć, odłóż ją tylko i obserwuj, co się zmieni. Może nie od razu będzie zauważalnie lepiej, ale po paru miesiącach raczej powinno już dać się odczuć różnicę.



Maralee pisze:
Wracając do kart i Twojego pamiętniczka, Kingo: doskonale rozumiem, ja jednak zawsze sądziłam, że to działa bardziej na zasadzie skojarzeń - dobrych i złych.


No właśnie, na zdrowy rozum podobne sytuacje można zrzucić na karb skojarzeń, czy też kotwic NLP. Jest negatywnie kojarzący się przedmiot, bierzesz go do rąk, więc wpadasz w dołek, pogarsza się nastrój i w związku z tym możesz coś sobie knocić, reagując analogicznie jak w przeszłości.
Żadna kotwica nie tłumaczy dlaczego reagują na TO również osoby trzecie - w moim przypadku, dlaczego zakochanemu po uszy facetowi nagle się odwidziało, choć nie wydarzyło się nic, co mogłoby uzasadnić sytuację. Ja nie zmieniłam się w zołzę, nie zrobiłam żadnej wielkiej draki, wszystko było normalnie. W niedzielę byliśmy razem, grillowaliśmy i śmialiśmy się z przyjaciółmi planując jego imprezę urodzinową - w poniedziałek stop, już nie możemy być razem.
Ki diabeł?
Świat energii podaje wytłumaczenie: nieszczęsny pamiętnik. Przechowywał program samotności, którym sama osobiście go mocno nasycałam. Biorąc go do rąk kilka miesięcy później, otworzyłam puszkę Pandory. Ale dlaczego facetowi się odwidziało, jakim sposobem mój program wpłynął na niego? O to chodzi, że najbliżsi ludzie, rodzina i ci których kochamy, są z nami mocno i bezpośrednio połączeni. Jeśli rzucasz urok na panią Basię z warzywniaka, to równie dobrze wszystko może rąbnąć w jej syna albo wnuczkę.

Energia dążąc do manifestacji w świecie materialnym, zawsze idzie na łatwiznę, wybiera słabe punkty i najłatwiej dostępne opcje. Nawet w prawie przyciągania tak to działa. Kiedy przyciągasz samochód, to większe są szanse, że zobaczysz go jak parkuje u sąsiadów pod domem, niż że wygrasz go na loterii.
Z punktu widzenia programu samotności, więcej problemu by sprawiło spowodowanie abym to ja odeszła. Ten facet musiałby mi chyba uprzykrzać życie dzień po dniu przed dwa lata. :hihihi:
On widocznie był tym słabszym ogniwem, stosunkowo łatwo było wzbudzić w nim akurat takie zachowanie. Naturalnie nie był też bezwolną kukiełką, nie mogło to stać się bez udziału jego woli - musiał już mieć w sobie stosowny potencjał "rozstaniemy się", który został wzmocniony.

Mówiąc prościej, jeśli nie masz w sobie skłonności do agresji, to żaden na świecie program nie spowoduje, że bez powodu na kogoś napadniesz. Ale niech no będzie choć szczątkowy potencjał, a odpowiednio silny program może go rozdmuchać do niepojętych rozmiarów.

Cytuj:
Niestety, z Transerfingiem u mnie nie będzie tak łatwo ;) Czytam, czytam, bardzo mi się podoba, przez dwie godziny po lekturze jest ekstra, a później wraca stara "ja", ciężar na duszy pojawia się samoistnie, jakby znikąd. I szyderczy śmiech gdzieś w środku: "przecież jesteś zbyt wielkim niedowiarkiem na takie praktyki. Życie jest życiem!


Nie przejmuj się, zwątpienie samo minie. Na pewnym etapie już nie musisz wierzyć, bo przekonujesz się, że to jednak działa. Oczywiście raz się udaje, raz nie do końca, ale już wiesz, że coś jest na rzeczy. B-)

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 22 maja 2012 08:16 
Offline
Pogromca Wszelkich Tematów
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2010 22:09
Posty: 815
Lokalizacja: Kraków
Kinga pisze:
W sumie najłatwiej przekonasz się, czy coś w ogóle jest na rzeczy, jeśli przez jakiś czas nie będziesz używała tej talii. Ot, taki eksperyment. Nie musisz jej od razu niszczyć, odłóż ją tylko i obserwuj, co się zmieni. Może nie od razu będzie zauważalnie lepiej, ale po paru miesiącach raczej powinno już dać się odczuć różnicę.
Kingo, ja w ogóle używam tej talii bardzo, bardzo rzadko. Nie chce mi się cały czas wozić ze sobą mojej talii "prywatnej", dlatego kiedy jestem w domu (studiuję w innym mieście), korzystam z talii "roboczej". Z natury rzeczy dzieje się to bardzo rzadko...

Czyli jedynym sposobem na "ominięcie" programu jest znalezienie innego scenariusza niż zwykle...? Trudne zadanie przede mną... :szok: Chyba jednak spalę te karty przy najbliższej okazji, ale nie wiem jeszcze jak zrobię uskok przed programem ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 22 maja 2012 14:19 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Hmm... Skoro u mnie wystarczył dość przelotny kontakt z "pechowym" przedmiotem, teoretycznie używanie talii od czasu do czasu może wystarczyć. Pamiętnik to tylko zeszyt, karty tarota co by nie mówić, mają inny ciężar gatunkowy.

Wyłączyć program można ignorując go wraz ze wszystkim co przywlókł. Inne sposoby, poza Transerfingowe. No, żaden nie jest łatwizną typu zapal świeczkę i kadzidło, wszystko będzie dobrze.
Każdy wymaga zmiany nastawienia, wglądu w siebie, pokory, akceptacji wobec tego co się dzieje na zewnątrz i zaprzestania szarpaniny z okolicznościami. Można dążyć do poprawy swojego życia, w tym nie ma nic złego. Chodzi o to, żeby jednocześnie nie żyć w poczuciu krzywdy, a w oczekiwaniu na lepsze czasy/odmianę nie żałować każdego dnia, który nie odpowiada temu co chcesz. Im bardziej wewnętrznie nie zgadzasz się z istniejącą sytuacją, nie cierpisz jej, tym gorzej, bo rośnie uraza i żal do świata, destrukcyjny program natomiast ma się wtedy doskonale.

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 25 maja 2012 16:54 
Ale mnie nastraszylas, Kinga.
W takim razie nie jest tez najlepszym pomyslem przyjmowanie klientow na Tarota we wlasnym domu? Bo zostawia programy nie tylko na talii kart ale i w naszym otoczeniu, pokoju, stole na ktorym wroze i wszystkim z czym sie zetkna w czasie wrozby ?
Zakladajac ze codziennie przyjdzie jedna osoba, to w roku bedzie ich 365..o matko..i nie pozwalac im glaskac naszego domowego zwierzatka, bo go tez zainfekuja.
Jak myslisz?

Kinga pisze:
Nie da się ukryć, że ostatnio rozszerzyłam wiedzę o kilka nowych rzeczy, o których wcześniej ani mi się śniło, albo słyszałam tylko piąte przez dziewiąte. Szkoda, że nie spotyka się takich informacji w normalnych książkach o tarocie, a dopiero gdy się wejdzie w inne obszary.


gdzie mozna o tych 'kilku nowych rzeczach' poczytac, podaj prosze tytuly, bardzo mnie to interesuje i chcialabym sie wglebic w temat..


Na górę
  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 25 maja 2012 21:34 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Dokładnie tak Rani, nie należy zamieniać domu na poradnię wróżbiarską, bioterapeutyczną, ani jakąkolwiek.
Na wróżby nie przychodzą ludzie szczęśliwi, którym wszystko świetnie się układa, tylko poturbowani przez życie i mający przeróżnej maści kłopoty. Przyjmowanie stad klientów we własnym domu, saloniku, kuchni, czy gdzie tam jeszcze ludzie potrafią pracować, to energetycznie bardzo niehigieniczny pomysł. Każdy osobnik przekraczając próg mieszkania, wchodzi w interakcję z naszą najbardziej osobistą sferą. W domu jesteśmy w dodatku najbardziej bezbronni, bo podświadomie otwarci. Dom nie jest tylko naszą własną przestrzenią, lecz dzielimy go z rodziną i ukochanymi zwierzakami - oni są w identycznym stopniu narażeni na różne konsekwencje.

Co do lektur, ostatnio sięgnęłam po "Diagnostykę karmiczną" Ogorevca, a dalej poszła w ruch słynna "Diagnostyka karmy" Siergieja Łazariewa (mam za sobą t. 1 i pierwszą część tomu 2). Łazariew jest super, otwiera oczy na wiele spraw.
O niuansach energetyki on nie zawsze mówi tak wprost. Przynajmniej nie w pierwszej książce, która jest bardziej "dla wszystkich" (w następnych idzie dużo dalej). Ale generalnie jak już wiesz to i owo o zasadach świata energii, nawet wcale nie musi tłumaczyć wszystkiego od a do z - podrzuca parę rzeczy, dalej samo układa się w głowie. :usmiechniety:

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 26 maja 2012 16:25 
Mysle, ze lekarze psychiatrzy moga miec podobny problem z przejmowaniem problemow pacjentow na siebie.


Na górę
  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 26 maja 2012 21:47 
Offline
Fan TarotNet
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 mar 2011 07:09
Posty: 366
Słuszna uwaga Rani. Też zastanawiałem się nad tym i to już od dawna.
Gdzieś i kiedyś słyszałem o tym, że w kategorii zawodowej to najwięcej samobójstw jest wśród lekarzy psychiatrów. Dlaczego ?
Właśnie, dlaczego ? Ale ja jeszcze mam swoją teoryjkę na ten temat. Pewni tacy lekarze będą pracować w swym zawodzie, zarabiać (zapewne b. dobre) pieniądze i takim choćby dziczki. Nie będą zastanawiać się głębiej nad tym co robią.
A tacy z jakimiś większymi pobudkami duchowymi napotkają pewien problem w wykonywanym zawodzie wcześniej czy później. Psychiatria biologiczna (farmakologiczna) przestaje mieć sens dla nich samych. Kontakt z pacjentami staje się im prawdziwym wyzwaniem (duże zaangażowanie w nawiązaniu kontaktu z pacjentem). Przestają wierzyć w kanon metod leczenia przyjęty w psychiatrii. Nie przemawia do nich metoda "wyboru mniejszego zła" stosowana w tej dziedzinie. Do tego można jeszcze dodać takie sprawy jak hospitalizacja dysydentów politycznych czy podobne zlecenia odgórne z instytucji rządowych.
Ci - w sumie wrażliwi - lekarze na pewno nie mają lekko. Wszystko to idzie wtedy za takim jak jakiś smród, gdzie później znajduje ujście na dobre w osobistym dramacie jego życia.

_________________
If you want to make God laugh, tell him about your plans
— Woody Allen

Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli – źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi, to zasługa religii
— Steven Weinberg


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 07 cze 2012 13:21 
Offline
Rozglądam się

Rejestracja: 06 cze 2012 15:03
Posty: 9
Jestem nowym uczestnikiem strony, od jakiegoś czasu interesuję się tarotem. Bardzo mnie fascynuje. W bardzo trudnym momencie życia pomógł mi rozwiązywać moje problemy. Do tej pory nigdy mnie nie zawiódł. jest wiele rzeczy, których nie wiem i nie rozumiem, interpretuję karty posługując się poradnikiem. Jest rzecz, której nie wiem i nie umiem znaleźć odpowiedzi na moje pytani. Co oznaczają karty odwrócone, nie chodzi mi o interpretację, a stronę techniczna problemu. Dziękuję miracka


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 07 cze 2012 14:04 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Witaj. :) Proponuję przekopać się przez starsze tematy w dziale Szkółka Tarota, bo kwestie związane z odwracaniem kart (także technicznie), były już mnóstwo razy omawiane.

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 10 cze 2012 15:29 
Offline
Pogromca Wszelkich Tematów
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2010 22:09
Posty: 815
Lokalizacja: Kraków
Słuchajcie, jestem w dość podbramkowej sytuacji, pomóżcie - chcę najpierw oczyścić talię, a później ją spalić. Pojedynczo każda karta, u siebie na balkonie. Czy to będzie bezpieczne energetycznie, tj. czy można palić talię w domu? Czy coś się nie przypałęta?

Chciałabym zrobić to dzisiaj, bo jutro wyjeżdżam z domu, a nie chcę tej feralnej talii ciągnąć przez całą Polskę ze sobą... ;)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 10 cze 2012 16:30 
Offline
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 kwie 2009 14:12
Posty: 1843
Lokalizacja: Białystok
Teoretycznie najlepiej zrobić to gdzieś na wolnym powietrzu. Ale chyba nie ma przeciwwskazań, żeby nie robić tego w pobliżu domu. Popiół najlepiej wysyp później do jakiejś rzeczki - ważne żeby woda była płynąca. Albo - jak to robili nasi przodkowie - rozsyp na rozstajnych drogach.

_________________
http://www.kingacichocka.pl/blog/
:milo_mi:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 17 cze 2012 17:18 
Offline
Pogromca Wszelkich Tematów
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2010 22:09
Posty: 815
Lokalizacja: Kraków
Dziękuję Kingo za odpowiedź :) Kart ostatecznie wtedy nie spaliłam, lał deszcz, zresztą uznałam, że zrobię to już na spokojnie na wolnym powietrzu.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: używane karty tarota
PostZamieszczono: 19 cze 2012 01:56 
Offline
Legenda TarotNet
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 paź 2009 22:59
Posty: 1054
Lokalizacja: Stumilowy Las
torus pisze:
Dzięki za wyjaśnienia. Już wszystko jasne jak słońce.
Pewnie spalę tę talię, chociaż rozstać się z nią będzie ciężko.
/Karty były własnością mojej żony/

Pozdrawiam.
W.

Bardzo mi przykro, ja również bym miała problem aby się z nią rozstać... Lubię mieć pamiątki po swoich kochanych, których już nie ma. Ale czasami trzeba, tym bardziej, jeśli chodzi o coś takiego jak talia naładowana energią bliskiej osoby.

_________________
Tarot jest dobrym sługą, ale złym panem- Hajo Banzhaf


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 23 ] 


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Przejdź do:  


cron
Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group | Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów




 
phpBB SEO